niedziela, 30 marca 2014

Wiecej słów

  Moja dziewczynka coraz więcej mówi, ja potrafię się z nią dogadać, już jest na tym etapie, że często po swojemu, ale w sposób zrozumiały tłumaczy nam o co jej chodzi.

BUDI- nowe słowo, czyli budyń
GOGA-noga GAGA-coś boli
GÓJA-góra
OGI-ogień  OGU-ogórek/ogon GU-nóż
MI-miś
KUKI-kluski, kulki
CI-CI-cytryna
POMI-pomidor
AM AM, PAPU-jeść ale PAPI-papryka
MYJ,MYJ-myć się
AJA-jaja
NIANIA, MINI, AGA, AGAGA, AJA - imiona zniekształcone
OPA-na ręce
DA-daj
OKU-otwórz  OKO-oko
BAJA-bajka
OĆ-chodź
ABU-jabłko GU-gruszka, BA-banan
KO, KOCI, MIAŁ-kot, kotek
BRUTU-rower, spacer, wózek
BUDU-budować
MA-ma/nie ma
BZI-owady
PICI-picie
BLE-niedobre, MNIAM MNIAM-smakuje
PISI-PISI-długopis i kartkę podaj :)
PAPA-to żegnam ale i pampers ;)


Dwusylabowe powtarzające się ma opanowane perfekt: mama, tata. baba, dziadzia, toto/u(ciocia), ta, nie, no, si si, fu fu, hop-hop, oko, hi-hi, lala, kaka, papa, ...i wiele innych, doskonale naśladuje też odgłosy znanych jej zwierząt (koko, huhu, hałhał, kwakwa, kukuryku, meme, mumu, pipi, grr, gulgul...)
I wiele o których pewnie zapomniałam.
Potrafimy się dogadać z naszym dzieckiem, często mówi słowa naśladujące melodię fonetyczną dobiera inne litery, ale rozumiemy, nie zgadujemy. Świat języka poziom podstawowy, wreszcie się komunikujemy.

sobota, 29 marca 2014

Rozbawiona

   Nasza Córcia rozbawia nas...gdy wchodząc na stół zakrywa sobie oczy i myśli, że jak ona nie widzi...to i my nie widzimy.
Dzisiaj pół dnia spędziła na podwórku...od 8 rano...nawet ją tam karmiłam. Dzięki temu poszła spać po osiemnastej.
Jutro się zapowiada cudaczny dzień :)

czwartek, 27 marca 2014

Po dziecku

   Blog, pomaga mi oddzielić ważne od nieważnego. Często przez cały dzień zbieram myśli na posta, jest ich mnóstwo, lecz gdy przychodzi wieczór, hałas ustaje, brak czasu zamienia się w chwilę dla siebie, okazuje się, że to wszystko nieważne, bo przecież mam wszystko.
Mam wspaniałą rodzinę, cieszymy się zdrowiem. Wszystkie negatywne myśli odlatują. Organizm potrzebuje dawki snu.
 
  Nie wiem jak kobiecie, której etat w domu wynosi minimum 12 godzin i polega na odbijaniu się między kuchnią, dzieckiem, spacerem, podwórkiem, może coś zostać. Dodajmy do tego karmienie piersią, które zmusza organizm do dawania tego co najlepsze, a jeszcze w okresie ciąży dziecko też z nas czerpie. Potem nosimy dziecko, chodzimy za nim by sobie krzywdy nie zrobiło.  Często brakuje czasu i siły by coś zjeść.Jak patrzę na zdjęcia koleżanek ,,po dziecku" , wszystkie wyszczuplały, wyładniały.  Po dziecku zostało im tylko dziecko.


Ostatnio wpadłam na ,,plan dziecka", wiosenny i zimowy, którego powinny się trzymać mamy. Ja miałam wypracowany jakiś tam harmonogram, ale brakowało mi czasu TYLKO na dziecko.
Gdy rano wstawałam pierwsze co biegłam robić dziecku śniadanie i sprzątać kuchnię.  Po całym dniu czułam niesmak że nie miałam siły się jakoś fajnie z dzieckiem pobawić. Teraz po śniadaniu zrobimy czas dla siebie.









Wiosna i lato
7.00-7.30
7.30-8.00
8.00-9.00
9.00-10.00
10.00-13.00
13.00-14.00
14.00-16.00
16.00-17.30
17.30-18.00
18.30-20.00
20.00



 Pobudka
Śniadanko
Staram się poświęcić czas tylko córeczce
Drugie śniadanko
Spacer
Zupka, II danie
Spacer
Podwieczorek
Czytanie bajek
Kąpiel,kolacja, sen
W domu jest cisza :)



środa, 26 marca 2014

Nigdy i zawsze

Wkurza mnie czasem nasza kobieca natura. Gdy byłam w ciąży tęskniłam do:
- powrotu do wolności fizycznej, czyli do robienia czego się chce, bez obawy że zaszkodzę ciąży
- spania na brzuchu i nie spania tylko na prawym boku, na lewym i na wznak też nie mogłam
-świętego spokoju, czyli braku zagrożenia szpitalem


Będąc w ciąży myślałam sobie jak to będzie fajnie, jak odzyskam tę wolność i że nigdy w życiu nie zatęsknię za brzuchem. A teraz, po dwóch latach rozczulają mnie brzuchy, kopniaczki i ciężarne koleżanki.
Mówiłam sobie, że nigdy nie zapomnę tego bólu,  strachu, lecz gdy patrzę na moje dziecko myślę sobie, że to taki Cud mojego życia i  to wszystko co było dzisiaj traktuję z ogromnym sentymentem i rozczuleniem.
  Wiele jest takich spraw, których najpierw miałam dosyć a teraz za nimi tęsknię. Los lubi sobie z naszego nigdy i zawsze zadrwić...

wtorek, 25 marca 2014

Chudzinka

   Moja Córka ma wagę książkową, w normie, średnią. Staram się ją w miarę możliwości zdrowo odżywiać. Cały dzień, od rana do wieczora biega,bawi się, jest w ruchu. Bywa, że gdy na spacer chce iść sama, zostawiam wózek, wybieram krótszą trasę a ona biegnie przed siebie, co jest bardzo zdrowe, specjaliści zalecają przecież czynny odpoczynek na świeżym powietrzu. Słodycze przeciętnie je raz dziennie i staramy się by była to pora podwieczorku.
    Czasem jednak słyszę biadolenie, że moje dziecko jest szczuplutkie, że trzeba je podtuczyć, że za dużo jej warzyw daję, bo one nie są syte (a dostaje tyle ile normy zalecają).
   Gdy eksperci alarmują, że coraz więcej dzieci ma nadwagę,próchnicę od pierwszego ząbka i choroby cywilizacyjne, że trzeba dzieciaczki zdrowo żywić....
Spotykam dla odmiany na swojej drodze pomysłodawców którzy o ekspertach i ich wynikach nie słyszeli lub takich którzy sami się uważają za ekspertów i od nich słyszę żeby dziecko podpaść, a rady dają mi oczywiście osoby puszyste, bo przecież ,,małe pulpeciki" z trzema podbródkami są dla nich takie słodkie...
  Grunt, żeby sąsiedzi mieli naoczny fakt, w postaci wałków tłuszczu, że Twoje dziecko ma obrazować Twój dobrobyt... Może w czasach, gdy nic w sklepach nie było, takie dziecko wśród chudziaków było powodem do dumy, wydawało się słodkim pączuszkiem...

Im dziecko starsze tym więcej wcina słodyczy, więcej siedzi przed kompem i telewizorem i  trudniej mu zrzucić, niż nam gdy byliśmy w w jego wieku. Takie dziecko ma gorszy start, bo  dzieci się będą z niego w przedszkolu  śmiały.
Z pączuszka stanie się grubasem, pulpetem lub jeszcze gorzej.  Będzie cierpiało z powodu kompleksów. Czy wtedy  osoba namawiająca matkę do tuczenia dzieciaka poczuje się współodpowiedzialna, czy dołączy może do podśmiewających się z małego grubasa?



  Dzisiaj zapasione dziecko (pomijam dzieci chore) jest dla rodziców powodem do wstydu a nie do zachwytów.  Zapasione dzieci się rodzinom zabiera.

  Nigdy nie będę ,,podpasać'' dziecka, tuczyć go, bo ktoś mi powie że dla niego moje dziecko jest chudzinką lub zbyt filigranowe.  Dla mnie szczupłe dziecko to powód do dumy.



   

Matka i poczucie wstydu

   Oczywiście nawiązuję do ...sprawy nakręconej przez media na cały kraj. Ochroniarz-galeria-matka karmiąca.
Należę do grupy, której widok matki karmiącej nie przeszkadza, raczej uruchamia miłe wspomnienia.
Istnieje jednak druga grupa, której to się oczywiście nie podoba,  twierdzi ona że kobieta powinna się z tym kryć, najlepiej okres laktacji w domu przesiedzieć, a to że chłop w pracy i zakupy same się nie zrobią, jej problem.
Śmieszą mnie te zacofane poglądy. Ludzie są najeżeni na młode matki jak byk na czerwoną płachtę. Ot, szczęśliwa matka sobie celebruje swoją kobiecość, to ją sprowadzę z obłoków na ziemię, niech karmi w kiblu.
   Druga  sytuacja, rozmowa ze znajomą, która zawsze była szczupła i gdy będąc w ciąży brzuch zaczął się robić widoczny, przestała wychodzić z mieszkania, bo ktoś bliski oznajmił jej, że z takim brzuchem to wstyd. Pięć miesięcy w domu.
   Kobieta ma się wstydzić tego co w niej najwspanialsze? Nigdy w życiu. To Ci ludzie powinni się wstydzić,że kobiecie której należy się wsparcie, pomoc, dobre słowo sprawili przykrość, swoją gruboskórnością, brakiem empatii.
 Na widok brzuszków (ciążowych tylko) odczuwam pewnego rodzaju sentyment i na szczęście takich uprzedzeń nie mam i nigdy nie będę miała. Przypominam sobie siebie, gdy do samego końca wychodziłam z moim brzuchem, był maj, była wiosna i niewiele dało się wtedy zamaskować. Pamiętam ludzi, którzy mijając mnie patrzyli się tylko na brzuch a nie na twarz, ale nie odbierałam tego negatywnie.
  Nie rozumiem jak takie piękne sprawy mogą wywoływać zgorszenie ...

  

poniedziałek, 24 marca 2014

Afera...rajtuzowa

    Na blogach ostatnio trwa afera rajtuzowa. Blogerzy kłócą się czy wypada zakładać dziecku same rajstopy czy są one bielizną i nie wypada.

Był czas, że nie podobało mi się jak dzieciaki biegały w rajstopach, ale był to dla mnie widok jak chleb powszedni, na każdym podwórku jakiś dzieciak w rajtkach.

Jeszcze rok temu, nie ubierałam tak swojej Córki. Zakładałam getry, skarpetki a rajstopy tylko pod spód.
W tym roku coś się zmieniło. Moje Dziecię, na podwórku wyprawia takie harce, że po paru skłonach getry wędrują w górę, skarpetki w dół, pokazuje się pół gołej łydki, dlatego zdarza mi się założyć same rajtki i mam problem z głowy.
Najbardziej lubię bluzki tuniki, za tyłek, które jakoś z samymi rajtkami się komponują. Natomiast na spacer, czy na wyjście nie założyłabym samych rajstop i krótkiej bluzki, bo jako mama dziewczynki zawsze mogę się poratować jakąś wygodną spódniczką.
   Uważam, że bieganie w samych rajstopach uchodzi dzieciom do trzech lat, co innego też w domu, w rodzinie a co innego gdy idziemy na uroczyste przyjęcie, czy do obcych ludzi, w pierwszym wypadku same rajstopki ujdą, każdy chyba zrozumie, że to dla dziecka wygody, natomiast w drugiej sytuacji wypadałoby ubrać inaczej.
  To jest tylko mój punkt widzenia. Na nas dzieciaki w rajtkach nie robią negatywnego wrażenia i ich rodzice nie dostaliby uszczypliwego komentarza.

Coraz zdrowiej

   Moja Córcia je coraz zdrowiej. Ostatnio smakował jej krupniczek zabarwiony koncentratem pomidorowym. Uwielbia też ,,aja" czyli jaja. Jajko jest obowiązkowe na śniadanie. Cieszę się, że pięknie je. Dla odmiany nie znosi spłukiwania głowy po kąpieli i jest strasznie zazdrosna jak ktoś się przytula bez niej, strzela prawdziwego focha.

Pasje młodej matki

1- kawa- jedyna dorosła przyjemność gdy cały dzień spędzam z Córką
2-wyjście-gdy już zaczynam dostawać klaustrofobii, gdy powtarzalność, rutyna wywołują u mnie bóle głowy, wychodzę oczywiście bez dziecka, statystycznie raz w miesiącu, pamiętam cztery miesiące pod rząd ciągle z dzieckiem, trzeba wyjść, pomyśleć na spokojnie, trzy godziny potrafią zdziałać cuda
3-pisanie-pisać można zawsze i o wszystkim
4-dokształt- na podniesienie swoich kwalifikacji przy dziecku nie zawsze jest czas, nie zawsze są pieniądze, ale jest to odskocznia dla mamy
5-rozmowy z innymi matkami, tylko nie takimi ,,idealnymi", bo one wpędzają w depresję swoją doskonałością, najlepiej poznać matki z dzieckiem w wieku naszego, realne bądź wirtualne
6-pasja, mogą to być książki, szydełko, haft, chociaż pasje czasochłonne nie sprawdzają się przy dwulatku

Czego żałuję i nie żałuję

   Niewiele jest rzeczy których żałuję, ponieważ mam zadbane i szczęśliwe dziecko, więc zdałam najtrudniejszy egzamin jakim jest macierzyństwo.  Jednak jest wiele spraw o których jako pierworódka nie wiedziałam. Oto przykłady:

Żałuję:

- że nie nosiłam dzieciaka w chuście, w głowie miałam ciągle słowa, że się nauczy i będzie chciało ciągle. Dzisiaj mówi się, że pierwsze trzy miesiące życia dziecka to jak czwarty trymestr ciąży a dziecko woli bliskość mamy od pokarmu. Udowodniono też, że dzieciaki noszone w chustach lepiej się rozwijają.
- że przejmowałam się ludzkim gadaniem i że parę razy zamiast słuchać lekarza-pediatry posłuchałam rady wyssanej z palca, wymyślonej na poczekaniu lecz wygłoszonej z dużą pewnością siebie:
Lekarz powiedział żeby nie dawać dziecku produktów zawierających kakao i dostałam radę, że odrobina nie zaszkodzi, oj bardzo zaszkodziła...
Ile takich ,,mądrości" wysłuchuję do dzisiaj, ale teraz już odróżniam bzdury od fachowej wiedzy.



Nie żałuję:
- że brałam dziecko do swojego łóżka, gdy zaczynało płakać, mimo zapewnień, że się przyzwyczai, odkąd skończyło rok śpi samo, a jak się coś złego przyśni, bierzemy ją do siebie
 -że pozwalamy jej na samodzielność: ubieranie się, wchodzenie po schodach, jedzenie,że szybko pozbyliśmy się chodzika i smoczków
- że skończyłam podyplomówkę z pedagogiki, dzięki której wiem, że bicie dziecka to przemoc a nie wychowanie


niedziela, 23 marca 2014

Pięć plusów macierzyństwa

  Dziecko sprawia, że świat który dotychczas kręcił się wokół własnego ego, nagle zaczyna krążyć wokół małego obywatela. Przestawiamy się, stajemy się  odpowiedzialni za cudze życie. Zaczynamy uczęszczać do prawdziwej szkoły życia, robimy to z jednej strony z przyjemnością, bo dziecko dla rodziców jest cudem, z drugiej strony często zapominając o własnych potrzebach.

Po pierwsze:
dziecko jest świetnym motywatorem, nie pozwoli nam na tracenie czasu, robienie czegoś za godzinę, jutro, później, ono potrzebuje nas ciągle

Po drugie:
każdą chwilę dla siebie szanuję, doceniam jej wartość

Po trzecie:
odkąd mam dziecko prowadzę zdrowszy tryb życia, spacery, więcej warzyw i ciągły ruch

Po czwarte:
dziecko uczy  panowania nad własnymi emocjami, cierpliwości, kształtuje nasz charakter

Po piąte:
uczy doceniać to co się ma, zdrowie, wspólny czas, postępy i uśmiech nie tylko dziecka

czwartek, 20 marca 2014

Spowiedź naszych czasów

     Blog jest formą literacką, znakiem naszych czasów. Gatunkiem świeżym, chociaż dla mnie  jak chleb powszedni. Prowadziłam już kilka blogów, ale zawsze życie stawiało mnie przed wyborem: publikować za darmo w internecie, czy zarabiać na tych samych tekstach, ale w formie papierowej. tekstów publikowanych w necie, nie należy wysyłać na konkursy literackie, tutaj też działa metoda kopiuj-wklej i Twój tekst, jutro może ukazać się pod innym nazwiskiem. Zamierzam pisać więc o temacie, który mnie niebywale interesuje, czyli o macierzyństwie, ale publikować tekstów w życiu realnym na ten temat nie zamierzam. Mam nadzieję, że tutaj będę mogła ćwiczyć swoje doświadczenie z blogiem, jak  i pisać  bez granic. Blog traktuję jako miejsce idealne do poukładania pewnych spraw i poznania innych bloggerów.

   Cudza perspektywa jest dla dzisiejszych matek niezwykle ważna a  porównanie problemów istotne. Wpisy mają dla mnie wartość wspominkową, sentymentalną.Pomagają oddzielić sprawy kluczowe od nieistotnych. Prawdziwe problemy od wyolbrzymionych.
Blog jest warsztatem pisarskim, zmuszających do regularnej pracy nad postami. Nowe blogi wyrastają jak grzyby po deszczu, co oznacza, że mają dla nadawcy jak i odbiorcy ogromną wartość.
    
            
   Hejtowanie bloggerów również podziwiam. Przypomina mi się pewne, publiczne  forum, na którym wypowiadano się pod pseudonimem, co kilka wpisów ktoś kogoś obrażał, do tego stopnia, iż nie dało się prowadzić normalnej rozmowy, lecz gdy te same osoby przeszły na forum, gdzie wypowiadały się jawnie, to rozmowa przebiegała niezwykle kulturalnie.


   Odkąd zostałam mamą, blogi są dla mnie jak wyjście na prostą. Dobrze wiedzieć, że istnieją ludzie, którzy pragną pisać, kreatywnie spędzać czas z dzieckiem, cieszyć się rodzicielstwem i zaskakiwać, zaskakiwać, zaskakiwać....


niedziela, 16 marca 2014

Nowe umiejętności-ocean cierpliwości

Moja Córcia od kilku dni potrafi wspiąć się po krześle na stół, ze stołu na parapetu, robi to z uporem maniaka. Patrzy z wysokości i przeżywa pewnie pierwsze skoki adrenaliny.
Uwielbia też kontakty i przedłużacze.

Wkładam ją na parę minut do kojca, lecz gdy z niego wychodzi robi to samo od nowa.
Rodzice, którzy postanowili wychować dziecko bez pasa, muszą tłumaczyć, tłumaczyć. Mają po prostu trudniej. Można się czasem zagadać, tłumacząc coś dwulatkowi.

W ogóle wychowanie dzieci w ten sposób, wymaga oceanu cierpliwości.


środa, 12 marca 2014

Dziecko pomaga

 



Dzisiaj wprowadzałam w czyn akcję ,,Córcia pomaga mamie".
Przykłady:
- gdy zmienieniłam wodę kwiatuszkom w wazonie Niunia włożyła je z powrotem
-podlała rzeżuchę
- przyniosła ubranie wyjściowe
- zamieszała zupę

Zabawa dla dwulatki:
puszczanie ,,zajączka" lusterkiem na ścianie, ja robiłam to komórką. dziecko zajęte a ja tylko siedzę na kanapie i ruszam dłonią. Zabawa przednia. Minus tej zabawy to łapki poodbijane na ścianie.
Idealna nowość dla dwulatki.

Niestety, nie da się bawić dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, ciągle tymi samymi zabawkami. Ja, gdy mam bawić się z nią dwudziesty raz tą samą acz interaktywną i edukacyjną zabawką, czuję mdłości. Niestety koncerny wmawiają nam, że bez tej czy tamtej zabawki dziecko się nie może obejść, a im bardziej edukacyjna tym droższa, co sezon inna, najlepiej uzbierać wszystkie zabawki z danej firmy, wydać pół pensji, tylko co z tego, jak po jakimś czasie dziecko bawi się nią minutę i też tak jak wszyscy ma jej dosyć. Droga zabawka nie zajmie dziecka na tyle bym mogła w spokoju pozmywać.

Dlatego też wymyślamy codziennie coś nowego, innego i bardzo taniego. Ile przy tym frajdy Dziecia :)