niedziela, 20 kwietnia 2014

Przekichane Święta

   Przeziębiamy się wszyscy jedno od drugiego.  Jednak jest wiosennie i przyjemnie.
(Przypominam sobie ubiegłoroczne, kwietniowe bałwany, dziecko po szpitalu, nie czułam wtedy, że są święta, świat się kręcił wokół dziecka, reszta była nieistotna). Tegoroczne Święta cieszą nas i sprawiają dużo frajdy. Dziecko mimo lekkiego przeziębienia chodzi z nami do kościółka, maluje (maże)pisanki, opowiada swoim językiem coraz nowsze historie, sieje i podlewa rzeżuchę.
  W porównaniu do ubiegłorocznej Wielkanocy śpię już jak człowiek, osiem godzin, bez męczących zrywek. Nie zmagamy się już od miesięcy z ząbkowaniem, wypadającymi smoczkami i noszeniem na rękach by zasnęło. Dziecko nie śpi w dzień, więc za dnia nie mam przerwy by w spokoju coś zrobić lub się położyć, ale za to chodzi spać dwie godziny wcześniej, o 20-stej już śpi a kiedyś dokazywała do 22-iej.

Dziecko zjadło dzisiaj za dużo słodyczy, ale trudno się mówi. Jutro też czeka nas długi dzień. Jest bardzo szczęśliwe, dostało tyle prezentów, że pokój w którym trzymamy zabawki jest cały zagracony.

  W obecne Święta łatwiej ogarnąć wiele spraw, posprzątaliśmy ile się dało, wierzę że za rok uda nam się jeszcze więcej. Prawie całe Święta spędzimy w odwiedzinach, staramy się odpocząć, nacieszyć się sobą i nie przejmować się, że wcale nie widać, że było sprzątane na Święta ;)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Dialog z dzieckiem

  Cieszy mnie fakt, że tegoroczne święta będą prawdziwie wiosenne. Z moją Kruszyna czas pędzi. Tyle nowego się w jej prawie dwuletnim życiu dzieje. Niedawno ubierała choinkę, wczoraj (już drugi raz) sama  siała rzeżuchę (codziennie patrzy jak rośnie). Coraz lepiej sprząta zabawki, coraz lepiej się z nami dogaduje. Czasem gdy chce coś szybko zrobić słyszy tylko ostatni wyraz a to było zdanie przeczące i robi odwrotnie. Dla dziecka słowo ma = ma/nie ma (mamy wiedzą o co chodzi).

Bywa, że coś mi tłumaczy, gdy źle ją zrozumiem, daje mi do zrozumienia, że nie o to jej chodziło i tłumaczy od nowa:


-Mama, brutu zi
-Nie, samochodzikowi nie jest zimno.
-Nie, mama brutu nie zizi, brutu zi
-Tak, samochód śpi.
-Nie, mama brutu aaa, brutu zi
-Co to jest zi?
-Mama brutu zi
-Samochodzik jeździ?
-Ta, tata brutu zi !

Swoją drogą, jak trudno roczniakowi czy niemowlakowi przekazać nam o swoich potrzebach. Nie dziwię się, że te dzieciaki tyle płaczą jak często nam się wydaje że chcą jeść a je przykładowo coś boli. One swoje próbują przekazać, my swoje rozumiemy.

Kruszyna bardzo wybrzydza z jedzeniem. Na śniadanie robię owsiankę lub kaszę mannę z owocami. W kanapkach nie gustuje, w parówkach na szczęście też nie, z jajka zjada tylko białko, ogórek i pomidor jej nie smakuje. Nie wiadomo czym ją karmić.

sobota, 12 kwietnia 2014

Brak słów

   Muszę przyznać, że wstrząsnął mną list tygodnia opublikowany w dzisiejszych Wysokich obcasach. Zaczyna się on od informacji, iż rodzice domagają się, żeby place zabaw w galeriach handlowych były otwarte także w weekendy i nie mieliby nic przeciwko gdyby były całodobowe.

Place te powstały po to, by rodzic mógł zostawić dziecko i skoczyć na zakupy, w praktyce to wielogodzinna przechowalnia dzieci:

Kiedyś zobaczyłam chłopczyka leżącego na podłodze i patrzącego w sufit. Zapytałam opiekunkę, co się z nim dzieje, okazało się, że jest tam siódmą godzinę. W pampersie wiszącym do kolan, bez jedzenia ...

Przypadki takie są nagminne, gdyż galeriowy plac zabaw jest tańszy niż przedszkole czy opiekunka.

Rodzice tych dzieci z pewnością ich nie rozpieszczają, mają autorytet, potrafią sobie z dzieckiem poradzić. Oczywiście ironizuję nawiązując do swojego rodzicielstwa, gdy mam wyrzuty sumienia, że dziecko kwadrans siedziało w kojcu.

Zastanawiam się jak trafić do takich ludzi, czy się da? Czy to patologia, głupota i przetłumaczyć nie można...

Czy edukacja od podstaw coś by zmieniła. Może warto od przedszkola tłumaczyć, że dziecko to człowiek, który czuje, za którego jesteśmy-my rodzice-odpowiedzialni. Może oni nie wiedzą, że są dla dziecka całym światem, że dziecko ma potrzeby: bezpieczeństwa, miłości, bliskości, szacunku.

Może dobrze, że zaprowadzili dzieciaka w miejsce strzeżone a nie zamknęli go w piwnicy?

Trzylatka leżącego z nudów na podłodze mama powitała tekstem: Nie chcesz jeszcze wychodzić, co? Och, co pani robi,że on tak tu lubi być. Spojrzałam na nią jak na wariatkę. Siedem godzin bez zmiany pieluch i jedzenia. Na pewno się przednio bawił!

Z drugiej strony mamy do czynienia z cichym przyzwoleniem. Pracująca tam pani też nie zareagowała, nie pomogła dziecku, biznes to biznes, ale dziecko to nie dorosły. Koszmar!

Dlaczego ludzie dają ciche przyzwolenie na tragedię dziecka, wtedy to nie jest ich sprawa, wtedy nie chcą się wtrącać, dopóki nie stanie się prawdziwa tragedia.

Ale przecież dobrze, że dziecko cierpi, wtedy rodzic buduje autorytet (gorzka ironia)