Place te powstały po to, by rodzic mógł zostawić dziecko i skoczyć na zakupy, w praktyce to wielogodzinna przechowalnia dzieci:
Kiedyś zobaczyłam chłopczyka leżącego na podłodze i patrzącego w sufit. Zapytałam opiekunkę, co się z nim dzieje, okazało się, że jest tam siódmą godzinę. W pampersie wiszącym do kolan, bez jedzenia ...
Przypadki takie są nagminne, gdyż galeriowy plac zabaw jest tańszy niż przedszkole czy opiekunka.
Rodzice tych dzieci z pewnością ich nie rozpieszczają, mają autorytet, potrafią sobie z dzieckiem poradzić. Oczywiście ironizuję nawiązując do swojego rodzicielstwa, gdy mam wyrzuty sumienia, że dziecko kwadrans siedziało w kojcu.
Zastanawiam się jak trafić do takich ludzi, czy się da? Czy to patologia, głupota i przetłumaczyć nie można...
Czy edukacja od podstaw coś by zmieniła. Może warto od przedszkola tłumaczyć, że dziecko to człowiek, który czuje, za którego jesteśmy-my rodzice-odpowiedzialni. Może oni nie wiedzą, że są dla dziecka całym światem, że dziecko ma potrzeby: bezpieczeństwa, miłości, bliskości, szacunku.
Może dobrze, że zaprowadzili dzieciaka w miejsce strzeżone a nie zamknęli go w piwnicy?
Trzylatka leżącego z nudów na podłodze mama powitała tekstem: Nie chcesz jeszcze wychodzić, co? Och, co pani robi,że on tak tu lubi być. Spojrzałam na nią jak na wariatkę. Siedem godzin bez zmiany pieluch i jedzenia. Na pewno się przednio bawił!
Z drugiej strony mamy do czynienia z cichym przyzwoleniem. Pracująca tam pani też nie zareagowała, nie pomogła dziecku, biznes to biznes, ale dziecko to nie dorosły. Koszmar!
Dlaczego ludzie dają ciche przyzwolenie na tragedię dziecka, wtedy to nie jest ich sprawa, wtedy nie chcą się wtrącać, dopóki nie stanie się prawdziwa tragedia.
Ale przecież dobrze, że dziecko cierpi, wtedy rodzic buduje autorytet (gorzka ironia)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz