sobota, 12 kwietnia 2014

Brak słów

   Muszę przyznać, że wstrząsnął mną list tygodnia opublikowany w dzisiejszych Wysokich obcasach. Zaczyna się on od informacji, iż rodzice domagają się, żeby place zabaw w galeriach handlowych były otwarte także w weekendy i nie mieliby nic przeciwko gdyby były całodobowe.

Place te powstały po to, by rodzic mógł zostawić dziecko i skoczyć na zakupy, w praktyce to wielogodzinna przechowalnia dzieci:

Kiedyś zobaczyłam chłopczyka leżącego na podłodze i patrzącego w sufit. Zapytałam opiekunkę, co się z nim dzieje, okazało się, że jest tam siódmą godzinę. W pampersie wiszącym do kolan, bez jedzenia ...

Przypadki takie są nagminne, gdyż galeriowy plac zabaw jest tańszy niż przedszkole czy opiekunka.

Rodzice tych dzieci z pewnością ich nie rozpieszczają, mają autorytet, potrafią sobie z dzieckiem poradzić. Oczywiście ironizuję nawiązując do swojego rodzicielstwa, gdy mam wyrzuty sumienia, że dziecko kwadrans siedziało w kojcu.

Zastanawiam się jak trafić do takich ludzi, czy się da? Czy to patologia, głupota i przetłumaczyć nie można...

Czy edukacja od podstaw coś by zmieniła. Może warto od przedszkola tłumaczyć, że dziecko to człowiek, który czuje, za którego jesteśmy-my rodzice-odpowiedzialni. Może oni nie wiedzą, że są dla dziecka całym światem, że dziecko ma potrzeby: bezpieczeństwa, miłości, bliskości, szacunku.

Może dobrze, że zaprowadzili dzieciaka w miejsce strzeżone a nie zamknęli go w piwnicy?

Trzylatka leżącego z nudów na podłodze mama powitała tekstem: Nie chcesz jeszcze wychodzić, co? Och, co pani robi,że on tak tu lubi być. Spojrzałam na nią jak na wariatkę. Siedem godzin bez zmiany pieluch i jedzenia. Na pewno się przednio bawił!

Z drugiej strony mamy do czynienia z cichym przyzwoleniem. Pracująca tam pani też nie zareagowała, nie pomogła dziecku, biznes to biznes, ale dziecko to nie dorosły. Koszmar!

Dlaczego ludzie dają ciche przyzwolenie na tragedię dziecka, wtedy to nie jest ich sprawa, wtedy nie chcą się wtrącać, dopóki nie stanie się prawdziwa tragedia.

Ale przecież dobrze, że dziecko cierpi, wtedy rodzic buduje autorytet (gorzka ironia)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Paranoja z karmieniem niemowlaka

Gdy młoda mama karmi noworodka piersią, może usłyszeć:
  1.   MOŻE ono płacze , budzi się, bo się nie najada (na zastępczym mleku pewnie by lepiej spało)
  2.  MOŻE ono płacze, bo masz chudy pokarm i jest głodne (kobiety szczuplejsze mają mniej syty pokarm)
  3.  MOŻE coś zjadłaś ciężkostrawnego i dlatego płacze, że boli brzuszek
  4.  ... a te dwie krosty na buzi to MOŻE przez to, że  coś zjadłaś (wysypka, alergia pewnie) ....itd.
 
Przypomina mi się szkolne powiedzenie: może jest szerokie i głębokie. A to dlaczego?

Ad.1 Jeśli dziecko prawidłowo przybiera na wadze to oznacza, że się najada i czy moje dziecko  było na piersi/mm/ krowim tak samo się budziło i płakało, bo zwykle chciało do mamy a nie, dlatego, iż było głodne.

Ad.2 Nie ma czegoś takiego jak chudy pokarm i tłusty pokarm. Mit. Organizm zawsze wyprodukuje pełnowartościowe mleko.  Kobieta natomiast może mieć za mało pokarmu. To różnica.  Wtedy dziecko ssie a z piersi nic nie leci, dziecko się złości przy karmieniu i traci na wadze. Jednak to czy kobieta ma za mało pokarmu może ocenić jedynie położna środowiskowa i  nie po wadze karmiącej.

Ad.3 Udowodniono, że dieta nie ma wpływu na skład mleka, jadłam bardzo zróżnicowanie i moje dziecko nie miało nigdy kolki ani alergii.

Ad.4 Dziecko może być uczulone na składnik mleka i od niego dostać alergii, wysypki, a bzdurą jest, że uczula je to co zjadła matka. Oczywiście jest coś takiego jak dieta dla kobiety karmiącej, ale dba ona głównie o kondycję matki. Pediatra rzekł, że wysypka od czegoś byłaby na całym ciele a parę krostek to np. od śliny. 

W końcu matka ma dosyć poczucia winy, wyrzutów sumienia, skoro to jej życiodajne mleko jest ciągle podejrzewane o szkodzenie dziecku,  przestaje karmić i oddycha z ulgą, kamień jej spada z serca, wreszcie skończy się gadanie i dziecko będzie szczęśliwe: bez krost, kolek, tłuściutkie, niepłaczące, śpiące.

 Młoda matka przechodzi wreszcie na mleko zastępcze:

gdy wybierze modyfikowane usłyszy z pewnością od wielu osób:
-że kiedyś dzieci karmiono krowim mlekiem i się wychowały, a ty jesteś rozrzutna, bo krowie to tanie, sytsze, słodsze...najlepiej jakbyś spróbowała karmić je piersią

gdy wybierze mleko krowie usłyszy od pediatry i wielu osób:
-że oszczędza na zdrowiu dziecka, bo krowie to dla cielaka dobre a dla dziecka lepsze modyfikowane, bo dostosowane do jego potrzeb  i że najlepiej jakby pani karmiła piersią


Błędne koło, paranoja.

Wyjście jest jedno: matczyny zdrowy rozsądek i intuicja, która nigdy nie plecie bzdur.