Od dawna wiedziałam, że będę zajmowała się moją córką do wieku przedszkolnego w domu. Potem zaś planowałam pogodzić pracę z macierzyństwem. Odkąd moje dziecko skończyło dwa latka zaczęłam planować zapisanie mojej córki do przedszkola. W przekonaniu tym utwierdziła mnie zachęta pediatry. Wiedziałam też, że edukacja przedszkolna będzie miała pozytywny wpływ na moją jedynaczkę. Żaden dom nie zapewni dziecku tyle atrakcji i form rozwoju na wielu płaszczyznach co dobre przedszkole.
Każdy rodzic na początku obawia się , że za wcześnie jeszcze na przedszkole. Moja córka miała równo 2,5 roku. Uczyłam się przecież na studiach , że nieliczna grupa dzieci jest niedojrzała emocjonalnie do rozłąki z dotychczasowym opiekunem. W dodatku jedynaki i dzieci, które spędzały czas głównie z jednym opiekunem wykazują większe problemy z adaptacją.
Moje dziecko wyjątkowo sprawnie przeszło adaptację do przedszkola. Pomógł nam z jednej strony fakt, że zapisaliśmy ją pod koniec pierwszego semestru, gdy już pozostałe dzieci nie płakały, z drugiej strony nie wpoiliśmy jej strachu przed ludźmi i obcymi miejscami.
Adaptację przerywały nam dwie dwutygodniowe infekcje. Dziecko przed infekcją robiło się marudne, płakało w przedszkolu i po infekcji, odzwyczajało się od zasad przedszkolnych. Dzisiaj myślę, że adaptację przeszliśmy wyjątkowo sprawnie. Moje dziecko na przedszkole mówi drugi domek. Ma kolegów i koleżanki, teatrzyki i wydarzenia przedszkolne, plastykę i rytmikę. Ja cieszę zaś, że nie czekałam z zapisem do września, ponieważ moje dziecko wiele by straciło.
Mimo, że adaptacja przebiegała sprawnie były w jej trakcie dni, gdy naprawdę zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Pierwsze dni w przedszkolu dziecku przypadły do gustu: nowe zabawki, plac zabaw, dzieci. Później zaczęło się przeziębienie, marudzenie, łezki w oczach. Pytania: gdzie jest mama, kiedy wrócisz, już byłam w przedszkolu i wystarczy. Płacz spowodowany tym, że trzeba sobie radzić samemu i że, trzeba pracować w grupie, przecież dotychczas rodzice kręcili się w życiu dziecka dziecka jak planety wokół słońca. Dla rodziców ból serca i ścisk w żołądku, bo dziecko daje do zrozumienia, że chce chodzić do przedszkola....ale z nimi. Rodzice muszą natomiast wyjść a potem biczować się w myślach przez cały dzień.
Dorośli też nie ułatwiają adaptacji. Pewnego razu w szatni pewna kobieta powiedziała do dokazującego pięciolatka: jak się nie uspokoisz to po ciebie nie przyjdę i zostaniesz sam na noc w przedszkolu. Pięciolatek tylko się roześmiał, wiedział, że mama tylko go straszy, lecz mojemu dziecku będącemu czwarty dzień w przedszkolu oczy zrobiły się wielkie ze strachu i od tej pory zaczął się płacz w przedszkolu. Takich przykładów mających nastraszyć dziecko było jeszcze kilka. W tej kwestii dorośli są bardzo kreatywni. Cieszę się, że moje dziecko potrafi już mówić i gdy usłyszy coś takiego od razu mi przekazuje kto i co powiedział.
Były takie dni w ciągu pierwszego miesiąca, gdy zastanawiałam się czy moje dziecko w przedszkolu kiedykolwiek się zaadaptuje. Bałam się, że płacz za nami będzie trwał przez wiele miesięcy. W praktyce po dwudziestu dniach przecinanymi dwiema dwutygodniowymi infekcjami usłyszałam, że w przedszkolu fajnie było.Płacz wynikający z tęsknoty za rodzicami się skończył. Od tamtej pory prawie codziennie słuchamy opowieści, że jedzonko było pyszne i jak świetnie się bawiła. Ufff :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz