Dzisiejszy dzień minął nam pozytywnie, chociaż zaczął się mało kreatywnym, aczkolwiek zdrowym śniadankiem, które ja nazywam talerzem rozmaitości+mleczko.
Potem zakupy z dzieckiem, jedzenie buły po drodze (niestety) i godzinka hasania po podwórku.
Po powrocie przepyszny krem z dyni a jaki zdrowy. Potem dla nas ryż z gyrosem a dla Małej pulpety z ziemniaków i mintaja.
Deser wyszedł nam spontanicznie, gdyż miał być domowy jogurt kakaowo-bananowy, który został dla mnie, bo moje dziecko nim pogardziło. Natomiast na szybko przygotowałam jej plastry twarogu półtłustego przekładanego marmoladą, jadła aż się uszy trzęsły.
Gdyby nie ciastko, którym to wszystko popchnęła, byłoby idealnie.
Międzyczasie zjadła sporo owoców.
Marzy mi się, by moja Córcia jadła regularnie, chociaż co 3 godziny. W praktyce słyszę ,,am am" co pół godziny. Je mało, ale często.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz