środa, 26 lutego 2014

Alibi na szczęście

         Odkąd moje Dziecię nie daje się przekonać do drzemki popołudniowej, a to za sprawą pozbycia się smoczków wszelkiej rasy, pada ono  jak pies Pluto o godzinie 19-stej.Dzięki temu pierwszy raz od prawie dwóch lat mam czas na swoje hobby, nawet dwie godzinki dla siebie, nie ryzykując, że nazajutrz będę potykała się o własne powieki i ratowała  kroplówką z kofeiną.

Wreszcie mogę poczytać...jak człowiek. Pani Ogonowska uwiodła mnie perypetiami pewnej Hani, to czasem przewidywalność zdarzeń zakrawa o nudę, aczkolwiek jestem dopiero w  połowie. Główna bohaterka jest tak jak ja polonistką i to w moim wieku , więc książka ma specjalne przywileje. Mam nadzieję, że akcja się sprawnie rozkręci, bo jeszcze są dwa kolejne, opasłe tomy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz