Gdy chodziłam na studia było mi obojętne skąd są ubrania które kupuję, co jest w fast-foodach które jem. Nie miałam czasu ani ochoty nad tym się zastanawiać. Jadłam to co znajomi, kupowałam ubrania według gustu. Obojętne mi było co jest w wędlinach i skąd są ciuchy w galeriach.
Gdy moja Córka była malutka kupowałam jej ubranka tam gdzie miałam najbliżej.
Pewnego dnia słuchając peanów innej mamy jaki to dziecięcy haandem cudowny wpadłam na pomysł by kupić dziecku ubranko w galerii handlowej. Na starcie nie podobała mi się jakość, wzór, rozmiar, cena natomiast była średnia. Słowo firmówka przyćmiło mi zdolność myślenia. Kupiłam, żałuję, czasu nie cofnę. Lichy materiał, brzydkie szycie, ale fajny wzór.
Przeszłam po innych sklepach: im gorszy materiał, tym fajniejszy wzór.
Metki...Wszystko wyprodukowane poza Europą, nie mówiąc o Polsce. Wyprodukowano w Chinach, Indiach... Wszędzie tylko nie u nas. Kiedyś mówiło się, ze produkcja w Polsce się nie opłaca, jednak jak ma się opłacać, gdy kupujemy tylko chińską tandetę?
Jednak porównując ceny Pinokia i H&M'u wychodzi podobnie. W pierwszym dobra jakość, w drugim ogromny wybór. Czy o to chodzi? Nie wiem.
Uważam, że galerie handlowe powinny nosić miano galerii chińskich. Co z tego, że producent pochodzi z Europy jak szyje w Chinach?
Ktoś powie, że tak jest we wszystkich krajach.
Wolę nie przykładać do tego ręki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz