Moja Niunia zasmakowała w książeczkach. Na szczęście tylko w przenosni.
Wczoraj, na dobranoc przeczytaliśmy 10 książeczek.
Dzisiaj, również na dobranoc: osiem, jednak ostatnia to było długie opowiadanie, raczej dla przedszkolaków.
Pamiętam, jak bardzo chciałam zainteresować ją czytaniem, gdy miała rok czy półtora. Kończyło się obgryzaniem rogów, odrywaniem folii,chaotycznym przewracaniem kartek. Zastanawiałam się wtedy, jak czytać takiemu dziecku przez te zalecane dwadzieścia minut, gdy zainteresowanie dziecka uciekało po niespełna minucie. Zrezygnowana patrzyłam, jak biedne nowe książeczki po tygodniu od zakupu kończą swój żywot w stanie każda strona oddzielnie.
Potem przyszedł czas na pokazywanie: gdzie jest kotek? jak robi kotek? Mało czytania, więcej fascynacji ilustracjami.
Niedawno zaczęła słuchać z zainteresowaniem, nadal opowiadamy co widzimy na ilustracjach, często wyprzedza bieg wydarzeń, gdy już dany tytuł był czytany wcześniej i książeczkę na jej poziomie przerabiamy od początku do końca.
Dzisiaj czytaliśmy trzy razy po kilka książek, ja gdy czytam trzydziesty raz tę samą bajkę mam ochotę wykupić wszystkie nieznane nam tytuły, byle przerobić coś nowego, a ona za każdym czytaniem tego samego, utrwala sobie, kojarzy, przypomina, coraz więcej rozumie z tego co czytam.
Opowiadania dla dwulatka zamówione, prawie pięćdziesiąt stron. Będzie co czytać (nowego).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz