środa, 21 stycznia 2015

Nie czekaj do poniedziałku

   Będąc rodzicem niejednokrotnie zdarzy nam się sytuacja, że nasze dziecko zachoruje w weekend, święto lub dzień w którym zarówno prywatne jak i państwowe przychodnie są nieczynne. 
 
Mieliśmy taką sytuację w miniony weekend. W piątek dziecko miało stan podgorączkowy, bez kaszlu, kataru i innych dolegliwości. W sobotę natomiast temperatura ciała przekroczyła 39'C, leki przeciw gorączkowe podane w maksymalnych dawkach zbijały temperaturę o stopień, po czym wzrastała ona gdy jeszcze było za wcześnie na kolejną dawkę.

W takiej sytuacji kusząca wydaje się opcja by przeczekać do poniedziałku. Myślimy sobie: może samo przejdzie, rozejdzie się po kościach, organizm się wzmocni jak powalczy z chorobą, może uda się uniknąć antybiotyku. Jeszcze inni rodzice dają więcej leków niż jest to zalecane ryzykując przedawkowanie.

Nic bardziej mylnego.

Przeczekiwać możemy temperaturę od 37'C-38'C. Tutaj możemy pozwolić, by organizm się wzmacniał przez walkę z chorobą, czekać aż samo przejdzie i liczyć, że uda się bez antybiotyku.
Często intuicyjnie chcesz wezwać lekarza, jednak ktoś zachęca by organizm dziecka powalczył, zobacz co ta osoba robi,gdy sama jest chora: biegnie do lekarza a potem obstawia się torbą leków czy pozwala by organizm walczył i się ,,wzmacniał'' do 40'C?

Natomiast jeśli nasze dziecko ma temperaturę ciała 39'C-40'C to naszym zadaniem jest ją zbić, jeśli mamy wątpliwości  odnośnie dawkowania zadzwonić na pogotowie, tam dostaniemy numer do pediatry i z nim je skonsultować. Następnie dziecko powinien zbadać lekarz. Przy takiej temperaturze on przejmuje dowodzenie, tutaj nie ma miejsca na wydaje mi się, chyba i naszą medyczną samowolkę.To, że czytasz artykuły i poradniki medyczne nie daje prawa do stawiania diagnoz.

Osobiście utkwiły mi w pamięci słowa pewnego sanitariusza:
Jeśli dziecko ma temperaturę powyżej 39'C to znaczy, że organizm walczy z chorobą i trzeba mu w tej walce pomóc. 
Dlaczego więc tak wielu z nas liczy, że samo przejdzie lub że dziecko wytrzyma do poniedziałku?
Wyobraź sobie, że w sobotę masz bałagan w kuchni, czy myślisz wtedy: może do poniedziałku sam się posprząta?
 Śmieszne? Ja nie widziałam dziecka, które miało zapalenie ucha czy anginę cudownie czekającą do poniedziałku lub samouleczalną, widziałam natomiast dzieci z powikłaniami na całe życie, ponieważ infekcja dostała duże pole do popisu.

Wyobraź sobie, że masz do wyboru: antybiotyk lub zastrzyki i pobyt w szpitalu. Co zafundowałbyś swojemu dziecku? A często czekając biernie robimy nieświadomie żonglerkę ze zdrowia dziecka.

Dlaczego czekamy? Bo jest weekend. Jeśli nasza przychodnia jest nieczynna a stan dziecka stabilny wsiadamy w  samochód lub dzwonimy po taksówkę i jedziemy do najbliższego szpitala na oddział doraźny. Możemy też wezwać  lekarza na wizytę prywatną (o ile w miarę szybko przybędzie) lub w ostateczności pogotowie.
Nie bójmy się,że wezwiemy lekarza na próżno czy stracimy ostatnie pieniądze. Naszym podstawowym obowiązkiem jest chronić nasze dzieci.
Jeśli szkoda nam pieniędzy lub nikt nam nie chce pożyczyć, albo brakuje nam pieniędzy na wizytę prywatną warto zadbać o to wcześniej. Wiadomo, że nie ma sensu odkładać pieniędzy na koncie(na wsiach nie ma bankomatów), chować w książkach, bo na bieżąco się rozejdą, zawsze znajdzie się ważny wydatek i gdy dziecko zachoruje zostaniemy z niczym. Dobrym pomysłem jest skarbonka, którą można otworzyć tylko raz, my wrzucamy tam monety od złotówki, gdyż nie sztuka zapełnić skarbonkę i niewiele z niej wyjąć. Obecnie wiem, że w skarbonce jest tyle pieniędzy, by opłacić lekarza, taksówkę, niespodziewane recepty i pobyt w szpitalu. Oczywiście, raczej wątpię bym kiedykolwiek musiała ją otworzyć przed zapełnieniem, ale wiem też, że różnie w życiu bywa.

   Wracając do tematu, nie czekałam do poniedziałku. To nie w moim stylu, wykończyłabym się nerwowo do tego czasu ze strachu o dziecko. Po zbiciu o stopień temperatury pojechaliśmy na oddział doraźny. Na miejscu okazało się, że nasze dziecko ma anginę, dostało antybiotyk, gdybyśmy czekali do poniedziałku to dzisiaj-środa -płakałabym w szpitalu, że w sobotę nic nie zrobiłam, patrząc jak moje dziecko dostaje zastrzyki. 

A tak, po gorączce nie ma śladu, dziecko połyka regularnie słodką zawiesinę a ja prawie płakałam ze śmiechu i wzruszenia, gdy moje dziecko rysowało portrety babć przypominające ufoludki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz